Le bianche vele – Adam Zagajewski

Adam Zagajewski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Eugène Delacroix osservava
le navi a vapore nel Canale della Manica,
che in modo lento, sistematico avevano iniziato
a rimpiazzare le fregate dalle gonfie bianche vele
e scriveva con tristezza nel diario:
tutto intorno a noi è soggetto a degrado,
la bellezza del mondo ci lascia per sempre;
di continuo compaiono nuove
invenzioni, forse utili,
ma quanto mai banali
(per esempio le linee ferroviarie,
le locomotive pesanti come la mano di un boia).
Lui stesso dipingeva splendidi cavalli e minacciosi leoni
e i loro muscoli tesi sotto il pelo corto,
e le uniformi degli Spahis, tanto rosso,
per il sangue o per tessuti esotici,
e la luce danzante sulla lama della spada
– e poi rimasero ormai solo le macchine,
vecchie macchine e macchie d’olio
sulla sabbia, sulla segatura (e anche il sangue).
C’è tanta nuova realtà
e ciò che è meraviglia è diventato timido,
difficile da ritrovare, fissare nella memoria,
immortalarlo, eppure le alte
bianche nubi a più piani,
gli arroganti, fieri cumuli, trascorrono
sulla Francia e sulla Germania e sulla Polonia,
trascorrono su di noi e in essi si nascondono
fedeli uccelli migratori, gru e ciuffolotti,
vi dimorano rondini, rigogoli, rondoni,
e anche le ferrate aeronavi,
che ci uccidono o ci salvano.
Continuamente roteano su di noi
la morte e la salvezza.

Adam Zagajewski

(Traduzione di Marco Bruno)

da “Asimmetria, 2014”, in “Guarire dal silenzio, Nuovi versi e poesie scelte”, “Lo Specchio” Mondadori, 2020

∗∗∗

Białe żagle

Eugène Delacroix przyglądał się
statkom parowym na Kanale La Manche,
które powoli, systematycznie zaczęły
wypierać fregaty o wydętych białych żaglach
i pisał ze smutkiem w swoim dzienniku:
wszystko wokół nas ulega degradacji,
piękno świata odchodzi na zawsze;
nieprzerwanie pojawiają się nowe
wynalazki, być może użyteczne,
lecz nieskończenie banalne
(na przykład koleje żelazne,
lokomotywy ciężkie jak ręka kata).
On sam malował dorodne konie i groźne lwy
i ich muskuły napięte pod krótką sierścią,
i mundury spahisów, dużo czerwieni, którą
może dać krew albo egzotyczne tkaniny,
i światło tańczące na klindze szabli
– a potem zostały już tylko maszyny,
szare maszyny i plamy oleju
na piasku, na trocinach (i także krew).
Jest dużo nowej rzeczywistości
i to, co cudowne stało się nieśmiałe,
trudno je odnaleźć, zapamiętać,
utrwalić, a jednak wysokie,
białe, wielopiętrowe chmury,
aroganckie, dumne cumulusy, płyną
nad Francją i nad Niemcami i nad Polską,
płyną nad nami i kryją się w nich
wierne ptaki wędrowne, żurawie i gile,
mieszkają w nich jaskółki, wilgi, jerzyki,
i także żelazne statki powietrzne,
które nas zabijają lub ratują.
Wciąż krążą nad nami
śmierć i ocalenie.

Adam Zagajewski

da “Asymetria”, Wydawnictwo a5, Kraków, 2014

Tre conversazioni sulla civiltà – Czesław Miłosz

Czesław Miłosz, foto di Marek Śmieja

I

Sullo scuro rossore della collera
la risposta scortese
l’avversione per gli stranieri
si regge lo stato.

Sui ruggiti del goal
le catapecchie intorno ai porti
l’alcol dei poveracci
si regge lo stato.

— Hermancja, se io rigirassi l’anello
e sparissero quei quartieri che il nostro corteo
percorre in fretta, per non vedere gli occhi fissi nel vuoto,

se invece della costrizione quotidiana, o, per dirla così,
degli svaghi pelosi attinenti alla carnalità,
fingendo, tirata a lucido, di non puzzare affatto,

la gente a teatro rosicchiasse cioccolatini
e si commuovesse per l’amore del pastore Aminta
e di giorno leggesse la Summa, per fortuna troppo difficile,

nessuno sarebbe adatto alle caserme. Lo stato crollerebbe.

II

Si, è vero, il paesaggio è un po’ cambiato.
Dove c’erano boschi, ora ci sono pere di fabbriche e cisterne.
Avvicinandoci ai ponti alla foce d’un fiume ci tappiamo il naso,
la sua corrente trasporta nafta e cloro e composti di metile,
senza parlare delle secrezioni dei Libri delle Astrazioni:
escrementi, urina e sperma morto.
Una grande macchia di colore sintetico avvelena i pesci nel mare.
Là dove il giunco e la canna coprivano il bordo della baia,
ora c’è la ruggine di macchine fracassate, di ceneri e mattoni.
Nei poeti antichi leggevamo del profumo della terra
e delle cavallette. Oggi scansiamo i campi.
Attraversa il più in fretta possibile l’area chimica degli agricoltori.
Sono estinti l’insetto e l’uccello. Lontano un uomo annoiato
trascina polvere dietro al trattore, ha aperto l’ombrello da sole.
Che stiamo rimpiangendo? chiedo. La tigre? Il leone? Lo squalo?
Abbiamo creato una seconda natura a somiglianza della prima,
perché non ci sembrasse per caso di vivere in paradiso.
Forse quando Adamo si risvegliava nel giardino
gli animali si leccavano il muso, sbadigliando amichevoli
e le loro zanne nonché la coda sferzante i fianchi
erano figurativi e l’averla piccola
più tardi, molto più tardi, chiamata Lanius Colludo
non conficcava i bruchi nelle spine del pruno.
Tuttavia, ad eccezione di quel momento, ciò che sappiamo
sulla Natura
non depone a suo vantaggio. La nostra non è peggiore.
Perciò, vi prego, facciamola finita con questi lamenti.

III

Potessi sapere una cosa sola, nient’altro che questo:
in che il pentimento si differenzia dall’ambizione offesa?

Si aprono corridoi di legno trascorso,
la pantofola di raso batte sul caldo piano inclinato,
il caro collo, il suo profumo dura in eterno,
e già accorrono gli sgherri con le prove del delitto:
essudazione di sangue in periferia, un coltello dimenticato.

E quando mi inseguono fino al mattino per le scale,
non capisco, cadendo, attaccandomi alle tende,
se la mia disperazione sia un pentimento perfetto
o soltanto la vergogna di morire senz’onore.
Poi davanti allo specchio esamino le mie palpebre enfie.

Ed è per questo, penso, che ho scritto ad Alessandro
consigliandogli di reprimere le associazioni dei giovani
(Troverai ciò, Hermancja, sotto l’anno 1820).
Detestavo quegli scolari dello sciocco Jean-Jacques,
invidiando loro di credere nella propria nobiltà d’animo.

Sono contrario alle note d’autore, in questo caso tuttavia non è purtroppo possibile evitare un commento. Il nome Hermancja è scelto ad arbitrio e non indica nessuna figura storica. Invece nella parte III è certamente Metternich che racconta i suoi sogni come pessimistico difensore dell’ordine ai tempi della Santa Alleanza, dato che proprio lui nel 1820 scrisse allo zar Alessandro una lettera contenente una analisi precisa delle conseguenze politiche del romanticismo (pur senza usare questo termine). Mi viene anche in mente che il contenuto della mia poesia ricorda un po’ le conversazioni sull’inglese strangolata fra lo zar Michele e il Gran Duca Costantino in Słowacki.*

Czesław Miłosz

1963, Berkeley

(Traduzione di Pietro Marchesani

da “Pippo incantato, 1965”, in “Czesław Miłosz, Il castigo della speranza”, All’insegna del pesce d’oro, 1981

Mille copie numerate – Copia N. 39
* Nel dramma Kordian (1834), atto III scena IX (Trad. ital. a cura di Clotilde Garosci, Utet, Torino 1932, ivi 1956²) (N.d.T.).

∗∗∗

Trzy rozmowy o cywilizacji

I

Ściemnieniem od gniewu
niegrzeczną odpowiedzią
wstrętem do cudzoziemców
stoi państwo.

Rykami goala
portową ruderą
alkoholem nędzarzy
stoi państwo.

Hermancjo, gdybym obrócił pierścień
i znikły te dzielnice którymi nasz orszak
prędko pomyka, żeby nie widzieć oczu zapatrzonych w nic,

gdyby zamiast codziennego musu, oraz, że tak powiem,
włochatych rozrywek należnych cielesności,
zbyt umyci, udając, że wcale nie śmierdzą,

ludzie w teatrum gryźli czekoladki
i wzruszali się miłością pasterza Amyntasa
a w dzień czytali Summę, na szczęście za trudną,

nikt nie nadawałby się do koszar. Państwo by upadło.

II

Tak, to prawda, że krajobraz trochę się zmienił.
Gdzie były lasy, teraz gruszki fabryk i cysterny.
Zbliżając się do mostów przy ujściu rzeki zatykamy nosy,
w jej nurcie ropa i chlor i związki metylu,
nie mówiąc o wydzielinach z Ksiąg Abstrakcji:
ekskrementach, moczu i martwej spermie.
Wielka plama sztucznej barwy truje w morzu ryby.
Gdzie brzeg zatoki porastała trzcina i sitowie
tam rdza pogruchotanych maszyn, popiołów i cegły.
Czytaliśmy u dawnych poetów o zapachu ziemi
i o konikach polnych. Dziś omijamy pola.
Przejedź najszybciej jak można chemiczną strefę rolników.
Wytępiony jest owad i ptak. Daleko znudzony człowiek
wlecze pył za traktorem, parasol rozpiął od słońca.
Czego tu żal, zapytam? Tygrysa? Lwa? Rekina?
Stworzyliśmy drugą Naturę na podobieństwo pierwszej,
żeby nie wydawało się nam czasem, że żyjemy w raju.
Być może kiedy Adam obudził się w ogrodzie
zwierzęta oblizywały pyski ziewając przyjaźnie
a kły ich tudzież ogon smagający boki
były figuratywne i dzierzba-gąsiorek
później, o wiele później Lanius Collurio nazwana
nie wbijała gąsienic na kolce tarniny.
Jednakże, poza tą chwilą, co wiemy o Naturze
Nie świadczy na jej korzyść. Nasza nie jest gorsza.
I tylko, bardzo proszę, bez tych ubolewań.

III

Gdybym wiedział to jedno, nic, tylko to jedno:
czym różni się żal za grzechy od urażonej ambicji.

Otwierają się korytarze z minionego drzewa,
atłasowy pantofelek stuka na ciepłej pochylni,
szyja droga, zapach jej trwa na wieki,
a już biegną siepacze z dowodami zbrodni:
wysiękiem krwi na przedmieściu, zapomnianym nożem.

I kiedy mnie ścigają do rana po schodach,
nie rozumiem, padając, czepiając się kotar
czy moja rozpacz to żal doskonały
czy tylko wstyd, że ginę bez honoru.
Potem przed lustrem badam obrzękłe powieki.

I dlatego, jak myślę, pisałem do Aleksandra
doradzając mu, żeby ukrócił związki młodzieży
(znajdziesz to, Hermancjo, pod datą 1820 roku).
Nie znosiłem tych uczniów głupiego Jana Jakuba,
zazdroszcząc im, bo wierzyli we własną szlachetność.

Jestem przeciwny notom autorskim, niestety jednak nie da się tutaj uniknąć komentarza. Imię Hermancja jest wybrane dowolnie i nie oznacza żadnej postaci historycznej. Natomiast w części III opowiada swoje sny jakby pesymistyczny obrońca porządku z czasów Świętego Przymierza, zapewne Metternich, skoro on to właśnie napisał w 1820 roku list do cara Aleksandra I zawierający trafną analizę politycznych następstw romantyzmu (choć nie używał tego terminu). Przychodzi mi też na myśl, że treść mego wiersza przypomina trochę rozmowy o uduszonej Angielce pomiędzy carem Mikołajem i W. Ks. Konstantym u Słowackiego.

Czesław Miłosz

da “Gucio zaczarowany”, 1965in “Czesław Miłosz, Utwory poetyckie. Poems”, Michigan Slavic Publications, Ann Arbor, 1976

A domani – Blaga Dimitrova

Ralph Gibson, Mary Ellen Mark, 1967

 

– A domani! – dici tu e già te ne vai.
Con sguardo impaurito io t’accompagno.
A domani?… Ma domani è immensamente lontano.
Davvero tante ore fra noi si porranno?

Fino a domani per me non conoscerò
l’ombra mutevole della tua fronte,
il discorso ardente e pulsante della mano,
dei tuoi pensieri il fluire segreto.

Prima di domani, se vorrai bere, non potrò
essere la tua fonte. Se il freddo
ti avvolge – non sarò il tuo fuoco.
Se hai timore del buio – la tua luce.

– A domani! – tu dici e parti
e non senti nemmeno che non hai risposta.
– Al giorno estremo! – mi aspettavo dicessi
e rimanessi con me fino al giorno estremo.

Blaga Dimitrova

1958

(Traduzione di Valeria Salvini)

da “Segnali (Poesie scelte 1937-1999)”, Fondazione Piazzolla, Roma, 2000

∗∗∗

До уtре

– До уtре! – ти казваш и тръгваш си вече.
А с поглед уплашен изпращам те аз.
До утре?… Но то е безкрайно далече.
Нима часове ше лежат между нас?

До утре да бъде за мен непозната
менливата сянка по твойто чело,
горещата, тупкаша реч на ръката,
на мислите тайното потекло.

До утре, ако ти е жадно, не мога
да бъда твой извор. Студенина
ако те облъхне – да бъда твой огън.
Ако ти е тъмно – твоя светлина.

– До утре! – ти казваш и тръгваш и даже
не чуваш, че отговор нямаш от мен.
– До сетния ден! – аз очаквах да кажеш
и с мен да останеш до сетния ден.

Блага Димитрова

1958

da “До утре”, Sofia, 1959

La baia di Karlòvasi – Ghiannis Ritsos

Christen Dalsgaard, A Fisherman’s bedroom, 1853

 

Vecchie case abitate dai fischi notturni dei battelli. Dai lampadari
pendono piccole navi di legno costruite con cura
da mani di marinai condannati. Da anni e anni ormai
sono sprangate. La ruggine, il sale, le tarme, i tarli
hanno corroso porte, finestre, pavimenti, scale,
serrature, sbarre. Qui dentro
un tempo i bambini giocarono con un cane grande come un leone;
corpi nudi si rotolarono su tappeti persiani. Perciò, le notti,
dabbasso rimbomba inesorabile il mare, e il vecchio capitano
agita in aria una lampada antivento, gridando a uno a uno
i loro nomi – Artèmide, Elettra, Elena, Patroclo, Achille, Oreste –
poi sale sulla nave, tirata in secco, spegne la lampada
e si corica sotto la stessa coperta fradicia di Odisseo.

Ghiannis Ritsos

Karlòvasi 10.VΙΙΙ.81

(Traduzione di Nicola Crocetti)

da “Il funambolo e la luna”, Crocetti Editore, 1984

∗∗∗

Ὅρμος Καρλοβασιοῦ

Σπίτια παλιά ϰατοιϰημένα ἀπό νυχτερινά σφυρίγματα πλοίων. Στούς πολυελαίους
ϰρέμονται ξύλινα μιϰρά ϰαράβια λεπτοδουλεμένα
ἀπό χέρια ναυτιϰῶν ϰαταδίϰων. Χρόνια ϰαί χρόνια τώρα
ϰατάϰλειστα. Ή σϰουριά, τό άλάτι ἤ ὁ ξυλοφάγος, ὁ σϰόρος
ϰατάφαγαν πόρτες, παράθυρα, πατώματα, σϰάλες,
ϰλειδαριές, ϰιγϰλιδώματα. Ἐδῶ μέσα
ἔπαιζαν κάποτε παιδιά μ’ ἕνα μεγάλο σκυλί σά λωντάρι·
γυμνά ϰορμιά ϰυλίστηϰαν σέ περσιϰά χαλιά. Γι’ αὐτό, τίς νύχτες,
βουίζει ϰάτω ἀδυσώπητη ἡ θάλασσα, ϰι ὁ γέρο-ϰαπετάνιος
σαλεύει στόν ἄνεμο μιά λάμπα θυέλλης φωνάζοντας ἕνα ἕνα
τά όνόματά τους – Ἄρτεμις Ήλέϰτρα, Ἑλένη, Πάτροϰλε, Άχιλλέα, Ὀρέστη –
ὕστερα μπαίνει στό ϰαράβι, ἀπορριγμένο στή στεριά, σβήνει τή λάμπα του
ϰαί πλαγιάζει ϰάτω ἀπ’ τήν ίδια νοτισμένη ϰουβέρτα τοῦ Ὀδυσσέα.

Γιάννης Ρίτσος

Καρλόβασι, 10.VΙΙΙ.81

da “Ό σχοινοβάτης καί ή σελήνη”, 1982

La notte – Alejandra Pizarnik

 

So poco della notte
ma pare che la notte sappia di me,
e non solo, mi assiste come se mi amasse,
ammanta la mia coscienza con le sue stelle.

Può darsi che la notte sia la vita e il sole la morte.
Può darsi che la notte è nulla
e le congetture su di lei nulla
e gli esseri che la vivono nulla.
Può darsi che le parole siano la sola cosa che esiste
nell’enorme vuoto dei secoli
che ci graffiano l’anima con i loro ricordi.

Però la notte deve conoscere la miseria
che si abbevera al nostro sangue e alle nostre idee.
Deve scagliare odio contro i nostri sguardi
che le sono noti in quanto pieni di interessi, di incontri falliti.

Però mi accade di udire la notte piangere nelle mie ossa.
La sua lacrima immensa delira
e grida che qualcosa se n’è andato per sempre.

Un giorno torneremo a essere.

Alejandra Pizarnik

(Traduzione di Roberta Buffi)

da Le avventure perdute (1958)

da “Alejandra Pizarnik, Poesia completa”, Lietocolle, 2018

∗∗∗

La noche

Poco sé de la noche
pero la noche parece saber de mí,
y más aún, me asiste como si me quisiera,
me cubre la existencia con sus estrellas.

Tal vez la noche sea la vida y el sol la muerte.

Tal vez la noche es nada
y las conjeturas sobre ella nada
y los seres que la viven nada.
Tal vez las palabras sean lo único que existe
en el enorme vacío de los siglos
que nos arañan el alma con sus recuerdos.

Pero la noche ha de conocer la miseria
que bebe de nuestra sangre y de nuestras ideas.
Ella debe arrojar odio a nuestras miradas
sabiéndolas llenas de intereses, de desencuentros.

Pero sucede que oigo a la noche llorar en mis huesos.
Su lágrima inmensa delira
y grita que algo se fue para siempre.

Alguna vez volveremos a ser.

Alejandra Pizarnik

da “Las aventuras perdidas” (1958), in “Alejandra Pizarnik, Poesía Completa”, Lumen Barcellona, 2001