
Marc Chagall, Le temps est un fleuve sans rives, 1930-1939
(a Chagall)
Non sono mai riuscito a morire. L’immortalità
è il pesce volante dei miei sogni, l’ho immerso nelle tempere,
impastato con oli, cromo e cinabro,
l’ho visto fluire sulla casa e sui prati.
Non c’erano confini, su ali angeliche
arrivava sempre la stessa melodia di violino, ballavano
gatti dal volto umano e uomini dalla testa caprina.
Eravamo ogni cosa, tutte le creature;
su quelle ali siamo usciti dai pogrom, il cielo
si capovolgeva su Vitebsk e su Parigi e le nuvole
cadevano, dai crematori ci libravamo in una scia di fuliggine,
tu portavi un abito da sposa col velo e vivevamo per sempre,
nati così tanti anni fa, che ricordo i primi
colori e quel pesce che dalla finestra s’involava. Non è vero
che non pensavo alla morte, è che lei si rivelò
un sogno, un’altra vita. Chiedevo
a tutti, dappertutto, dove fosse il limite e non
ci fermavamo in nessun posto. Il tempo non conosce confini,
il tempo non esiste. È un pesce volante e da qualche parte
al di sopra ci siamo noi, il nostro amore, il nostro nascere eterno.
Tomasz Różycki
(Traduzione di Leonardo Masi e Alessandro Ajres)
da “Antimondo”, Edizioni della Meridiana, 2010
***
Później, w innym życiu
Chagallowi
Nigdy nie potrafiłem umrzeć. Nieśmertelność
jest łatającą rybą z mojego snu, zanurzałem ją w temperach,
namaszczałem olejami, cynobrem i cbromem,
widziałem jak płynie nad domem i łąkami.
Nie było żadnych, granic, na anielskich skrzydłach
zjawiała się wciąż ta sama melodia na skrzypce, tańczyły
koty z ludzką twarzą, ludzie o koźlich głowach.
Byiliśmy wszystkim, każdym stworzeniem;
te skrzydła unosiły nas z pogromów, niebo
odwracało się nad Witebskiem i Paryżem, upadały
obłoki, a my płynęliśmy smugą sadzy z krematorium,
nosiłaś welon i ślubną suknię, i żyliśmy zawsze,
urodzeni tyle lat temu, że pamiętam pierwsze
kolory i tę ulatującą oknem rybę. Nieprawda,
że nie myślałem o śmierci, ale ona okazała się
snem, zupełnie innym życiem. Pytałem
wszędzie i wszystkich gdzie jest kres i nigdzie
się nie zatrzymywaliśmy. Czas nie zna granic,
po prostu nie istnieje. To latająca ryba, a gdzie
nad nią my, nasza miłość, nasze wieczne urodziny.
Tomasz Różycki
da “Vaterland”, Stowarzyszenie Literackie im, K. K. Baczyńskiego, Łódź, 1997
