Tre conversazioni sulla civiltà – Czesław Miłosz

Czesław Miłosz, foto di Marek Śmieja

I

Sullo scuro rossore della collera
la risposta scortese
l’avversione per gli stranieri
si regge lo stato.

Sui ruggiti del goal
le catapecchie intorno ai porti
l’alcol dei poveracci
si regge lo stato.

— Hermancja, se io rigirassi l’anello
e sparissero quei quartieri che il nostro corteo
percorre in fretta, per non vedere gli occhi fissi nel vuoto,

se invece della costrizione quotidiana, o, per dirla così,
degli svaghi pelosi attinenti alla carnalità,
fingendo, tirata a lucido, di non puzzare affatto,

la gente a teatro rosicchiasse cioccolatini
e si commuovesse per l’amore del pastore Aminta
e di giorno leggesse la Summa, per fortuna troppo difficile,

nessuno sarebbe adatto alle caserme. Lo stato crollerebbe.

II

Si, è vero, il paesaggio è un po’ cambiato.
Dove c’erano boschi, ora ci sono pere di fabbriche e cisterne.
Avvicinandoci ai ponti alla foce d’un fiume ci tappiamo il naso,
la sua corrente trasporta nafta e cloro e composti di metile,
senza parlare delle secrezioni dei Libri delle Astrazioni:
escrementi, urina e sperma morto.
Una grande macchia di colore sintetico avvelena i pesci nel mare.
Là dove il giunco e la canna coprivano il bordo della baia,
ora c’è la ruggine di macchine fracassate, di ceneri e mattoni.
Nei poeti antichi leggevamo del profumo della terra
e delle cavallette. Oggi scansiamo i campi.
Attraversa il più in fretta possibile l’area chimica degli agricoltori.
Sono estinti l’insetto e l’uccello. Lontano un uomo annoiato
trascina polvere dietro al trattore, ha aperto l’ombrello da sole.
Che stiamo rimpiangendo? chiedo. La tigre? Il leone? Lo squalo?
Abbiamo creato una seconda natura a somiglianza della prima,
perché non ci sembrasse per caso di vivere in paradiso.
Forse quando Adamo si risvegliava nel giardino
gli animali si leccavano il muso, sbadigliando amichevoli
e le loro zanne nonché la coda sferzante i fianchi
erano figurativi e l’averla piccola
più tardi, molto più tardi, chiamata Lanius Colludo
non conficcava i bruchi nelle spine del pruno.
Tuttavia, ad eccezione di quel momento, ciò che sappiamo
sulla Natura
non depone a suo vantaggio. La nostra non è peggiore.
Perciò, vi prego, facciamola finita con questi lamenti.

III

Potessi sapere una cosa sola, nient’altro che questo:
in che il pentimento si differenzia dall’ambizione offesa?

Si aprono corridoi di legno trascorso,
la pantofola di raso batte sul caldo piano inclinato,
il caro collo, il suo profumo dura in eterno,
e già accorrono gli sgherri con le prove del delitto:
essudazione di sangue in periferia, un coltello dimenticato.

E quando mi inseguono fino al mattino per le scale,
non capisco, cadendo, attaccandomi alle tende,
se la mia disperazione sia un pentimento perfetto
o soltanto la vergogna di morire senz’onore.
Poi davanti allo specchio esamino le mie palpebre enfie.

Ed è per questo, penso, che ho scritto ad Alessandro
consigliandogli di reprimere le associazioni dei giovani
(Troverai ciò, Hermancja, sotto l’anno 1820).
Detestavo quegli scolari dello sciocco Jean-Jacques,
invidiando loro di credere nella propria nobiltà d’animo.

Sono contrario alle note d’autore, in questo caso tuttavia non è purtroppo possibile evitare un commento. Il nome Hermancja è scelto ad arbitrio e non indica nessuna figura storica. Invece nella parte III è certamente Metternich che racconta i suoi sogni come pessimistico difensore dell’ordine ai tempi della Santa Alleanza, dato che proprio lui nel 1820 scrisse allo zar Alessandro una lettera contenente una analisi precisa delle conseguenze politiche del romanticismo (pur senza usare questo termine). Mi viene anche in mente che il contenuto della mia poesia ricorda un po’ le conversazioni sull’inglese strangolata fra lo zar Michele e il Gran Duca Costantino in Słowacki.*

Czesław Miłosz

1963, Berkeley

(Traduzione di Pietro Marchesani

da “Pippo incantato, 1965”, in “Czesław Miłosz, Il castigo della speranza”, All’insegna del pesce d’oro, 1981

Mille copie numerate – Copia N. 39
* Nel dramma Kordian (1834), atto III scena IX (Trad. ital. a cura di Clotilde Garosci, Utet, Torino 1932, ivi 1956²) (N.d.T.).

∗∗∗

Trzy rozmowy o cywilizacji

I

Ściemnieniem od gniewu
niegrzeczną odpowiedzią
wstrętem do cudzoziemców
stoi państwo.

Rykami goala
portową ruderą
alkoholem nędzarzy
stoi państwo.

Hermancjo, gdybym obrócił pierścień
i znikły te dzielnice którymi nasz orszak
prędko pomyka, żeby nie widzieć oczu zapatrzonych w nic,

gdyby zamiast codziennego musu, oraz, że tak powiem,
włochatych rozrywek należnych cielesności,
zbyt umyci, udając, że wcale nie śmierdzą,

ludzie w teatrum gryźli czekoladki
i wzruszali się miłością pasterza Amyntasa
a w dzień czytali Summę, na szczęście za trudną,

nikt nie nadawałby się do koszar. Państwo by upadło.

II

Tak, to prawda, że krajobraz trochę się zmienił.
Gdzie były lasy, teraz gruszki fabryk i cysterny.
Zbliżając się do mostów przy ujściu rzeki zatykamy nosy,
w jej nurcie ropa i chlor i związki metylu,
nie mówiąc o wydzielinach z Ksiąg Abstrakcji:
ekskrementach, moczu i martwej spermie.
Wielka plama sztucznej barwy truje w morzu ryby.
Gdzie brzeg zatoki porastała trzcina i sitowie
tam rdza pogruchotanych maszyn, popiołów i cegły.
Czytaliśmy u dawnych poetów o zapachu ziemi
i o konikach polnych. Dziś omijamy pola.
Przejedź najszybciej jak można chemiczną strefę rolników.
Wytępiony jest owad i ptak. Daleko znudzony człowiek
wlecze pył za traktorem, parasol rozpiął od słońca.
Czego tu żal, zapytam? Tygrysa? Lwa? Rekina?
Stworzyliśmy drugą Naturę na podobieństwo pierwszej,
żeby nie wydawało się nam czasem, że żyjemy w raju.
Być może kiedy Adam obudził się w ogrodzie
zwierzęta oblizywały pyski ziewając przyjaźnie
a kły ich tudzież ogon smagający boki
były figuratywne i dzierzba-gąsiorek
później, o wiele później Lanius Collurio nazwana
nie wbijała gąsienic na kolce tarniny.
Jednakże, poza tą chwilą, co wiemy o Naturze
Nie świadczy na jej korzyść. Nasza nie jest gorsza.
I tylko, bardzo proszę, bez tych ubolewań.

III

Gdybym wiedział to jedno, nic, tylko to jedno:
czym różni się żal za grzechy od urażonej ambicji.

Otwierają się korytarze z minionego drzewa,
atłasowy pantofelek stuka na ciepłej pochylni,
szyja droga, zapach jej trwa na wieki,
a już biegną siepacze z dowodami zbrodni:
wysiękiem krwi na przedmieściu, zapomnianym nożem.

I kiedy mnie ścigają do rana po schodach,
nie rozumiem, padając, czepiając się kotar
czy moja rozpacz to żal doskonały
czy tylko wstyd, że ginę bez honoru.
Potem przed lustrem badam obrzękłe powieki.

I dlatego, jak myślę, pisałem do Aleksandra
doradzając mu, żeby ukrócił związki młodzieży
(znajdziesz to, Hermancjo, pod datą 1820 roku).
Nie znosiłem tych uczniów głupiego Jana Jakuba,
zazdroszcząc im, bo wierzyli we własną szlachetność.

Jestem przeciwny notom autorskim, niestety jednak nie da się tutaj uniknąć komentarza. Imię Hermancja jest wybrane dowolnie i nie oznacza żadnej postaci historycznej. Natomiast w części III opowiada swoje sny jakby pesymistyczny obrońca porządku z czasów Świętego Przymierza, zapewne Metternich, skoro on to właśnie napisał w 1820 roku list do cara Aleksandra I zawierający trafną analizę politycznych następstw romantyzmu (choć nie używał tego terminu). Przychodzi mi też na myśl, że treść mego wiersza przypomina trochę rozmowy o uduszonej Angielce pomiędzy carem Mikołajem i W. Ks. Konstantym u Słowackiego.

Czesław Miłosz

da “Gucio zaczarowany”, 1965in “Czesław Miłosz, Utwory poetyckie. Poems”, Michigan Slavic Publications, Ann Arbor, 1976

Il mondo – Ewa Lipska

Ewa Lipska, foto di Danuta Węgiel

 

A volte sei bello. Un vestito cosmico.
Un guardaroba celestiale di paesaggi.
Del tuo corpo si occupano gli eruditi.
Gli studiosi degli elementi.

Qualcuno prevede sempre la tua fine.
Non hai parenti stretti. A chi
lascerai tutto questo? Pianeti ficcanaso
forse ne avrebbero voglia.

Sei eterno? L’odore
della stagione morta lo nega.
La menzogna a volte ha ragione.

Ce la farò senza di te.
In fondo non mi hai promesso nulla.

Non so nemmeno
se è la storia che ha creato noi
o se noi abbiamo creato la storia.
Se siamo solo l’eco
di un cuore altrui.

Ewa Lipska

(Traduzione di Marina Ciccarini)

da “Il lettore di impronte digitali”, Donzelli Poesia, 2017 

∗∗∗

Świat

Czasem jesteś piękny. Kosmiczny ciuch.
Nieziemska garderoba krajobrazów.
Twoim ciałem zajmują się erudyci.
Badacze żywiołów.

Ktoś ciągle przewiduje twój koniec.
Nie masz bliskiej rodziny. Komu
to wszystko zapiszesz? Wścibskie planety
miałyby pewnie ochotę.

Jesteś wieczny? Zapach
martwego sezonu zaprzecza.
Nieprawda ma czasem rację.

Poradzę sobie bez ciebie.
W końcu niczego mi nie przyrzekałeś.

Nawet nie wiem
czy to historia nas stworzyła
czy my stworzyliśmy historię.
Czy jesteśmy tylko echem
czyjegoś innego serca.

Ewa Lipska

da “Czytnik linii papilarnych”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2015

Il senso – Czesław Miłosz

Michael Kenna, Huangshan Mountains, Study 46, China, 2010

 

– Quando morirò, vedrò la fodera del mondo.
L’altra parte, dietro l’uccello, la montagna, il tramonto.
Il vero significato che vorrà essere letto.
Ciò ch’era inconciliabile, si concilierà.
E sarà compreso ciò ch’era incomprensibile.

– Ma se non c’è una fodera del mondo?
Se il tordo sul ramo non è affatto un segno
ma solo un tordo sul ramo, se il giorno e la notte
si susseguono senza badare a un senso
e non c’è nulla sulla terra, oltre questa terra?

Se così fosse, resterebbe ancora la parola
suscitata una volta da effimere labbra,
che corre e corre, messaggero instancabile,
nei campi interstellari, nei vortici galattici
e protesta, chiama, grida.

Czesław Miłosz

(Traduzione di Valeria Rosselli)

da “Le regioni ulteriori”, in “Czesław Miłosz, La fodera del mondo”, Fondazione Piazzolla, Roma, 1966

***

Sens

– Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
Co było niepojęte, będzie pojęte.

– A jeżeli nie ma podszewki świata?
Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?

Gdyby tak było, to jednak zostanie
Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
I protestuje, woła, krzyczy.

Czesław Miłosz

da “Dalsze okolice”, Wydawn, Znak, 1991

Illuminismo – Adam Zagajewski

Foto di Pieter Vandermeer

 

La poesia è l’infanzia della civiltà,
secondo i filosofi dell’Illuminismo
e secondo il nostro professore di polacco, alto, magro
come un punto esclamativo che avesse perso la fede.

Non sapevo, allora, cosa rispondere,
io stesso ero allora un po’ bambino,
ma mi sembra che volessi trovare

nella singola poesia sapienza (senza rinuncia)
e anche una certa serena follia.
Trovai, molto dopo, un attimo di gioia
e l’oscura felicità della malinconia.

Adam Zagajewski

(Traduzione di Marco Bruno)

da “La vera vita, 2019”, in “Guarire dal silenzio, Nuovi versi e poesie scelte”, “Lo Specchio” Mondadori, 2020

∗∗∗

Oświecenie

Poezja to dzieciństwo cywilizacji,
mówili filozofowie Oświecenia
oraz nasz profesor od polskiego, wysoki, chudy
jak wykrzyknik, który stracił wiarę.

Nie wiedziałem wtedy, co odpowiedzieć,
sam byłem jeszcze trochę dzieckiem,
ale wydaje mi się, że chciałem w wierszu

znaleźć mądrość (bez rezygnacji)
i także pewien rodzaj spokojnego szaleństwa.
Znalazłem, dużo później, chwilę radości
i ciemne szczęście melancholii.

Adam Zagajewski

da “Prawdziwe życie”, Wydawnictwo a5, 2019

Un amore felice – Wisława Szymborska

Robert Doisneau, Le baiser de l’Hôtel de Ville, Paris, 1950

 

Un amore felice. È normale?
È serio? È utile?
Che se ne fa il mondo di due esseri
che non vedono il mondo?

Innalzati l’uno verso l’altro senza alcun merito,
i primi qualunque tra un milione, ma convinti
che doveva andare così – in premio di che? Di nulla;
la luce giunge da nessun luogo –
perché proprio su questi, e non su altri?
Ciò offende la giustizia? Sì.
Ciò infrange i principi accumulati con cura?
Butta giù la morale dal piedistallo? Sì, infrange e butta giù.

Guardate i due felici:
se almeno dissimulassero un po’,
si fingessero depressi, confortando così gli amici!
Sentite come ridono – è un insulto.
In che lingua parlano – comprensibile all’apparenza.
E tutte quelle loro cerimonie, smancerie,
quei bizzarri doveri reciproci che s’inventano −
sembra un complotto contro l’umanità!

È difficile immaginare dove si finirebbe
se il loro esempio fosse imitabile.
Su cosa potrebbero contare religioni, poesie,
di che ci si ricorderebbe, a che si rinuncerebbe,
chi vorrebbe restare più nel cerchio?

Un amore felice. Ma è necessario?
Il tatto e la ragione impongono di tacerne
come d’uno scandalo nelle alte sfere della Vita.
Magnifici pargoli nascono senza il suo aiuto.
Mai e poi mai riuscirebbe a popolare la terra,
capita, in fondo, di rado.
Chi non conosce l’amore felice
dica pure che in nessun luogo esiste l’amore felice.

Con tale fede gli sarà più lieve vivere e morire.

Wisława Szymborska

(Traduzione di Pietro Marchesani)

da “Ogni caso”, Libri Scheiwiller, 2009

∗∗∗

Miłość szczęśliwa

Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne −
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?

Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak stać się musiało − w nagrodę za co? za nic;
światło pada znikąd −
dlaczego właśnie na tych, a nie innych?
Czy to obraża sprawiedliwość? tak.
Czy narusza troskliwie piętrzone zasady.
strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.

Spójrzcie na tych szczęśliwych:
gdyby się chociaż maskowali trochę,
udawali zgnębienie krzepiąc nim przyjaciół!
Słuchajcie, jak się śmieją − obraźliwie.
Jakim jeżykiem mówią − zrozumiałym na pozór.
A te ich ceremonie, ceregiele,
wymyślne obowiązki względem siebie −
wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!

Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło,
gdyby ich przykład dał się naśladować.
Na co liczyć, by mogły religie, poezje,
o czym by pamiętali, czego zaniechano,
kto by chciał zostać w kręgu.

Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne?
Takt i rozsądek każą milczeć o niej
jak o skandalu z wysokich sfer Życia.
Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy.
Przenigdy nie zdołałyby zaludnić ziemi,
zdarza się przecież rzadko.

Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej.

Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.

Wisława Szymborska

da “Wszelki wypadek”, Czytelnik, 1972